Fabio Cannavaro – obrońca ozłocony

Czas czytania: 7 m.

Il muro di Berlino

Mundial w Niemczech zapewne jeszcze przez wiele lat pozostanie najlepszym przykładem na to, jak powinien wyglądać idealny piłkarski turniej w wykonaniu środkowego obrońcy. Napisać, że Fabio Cannavaro zaprezentował się na nim doskonale, to jak nie napisać nic.

Włosi do tych mistrzostw przystępowali w niemal grobowych nastrojach, które spowodowane były wybuchem afery Calciopoli. Z grupy wyszli jednak bez większych problemów, pokonując Czechy oraz Ghanę, a w międzyczasie dzieląc się punktami ze Stanami Zjednoczonymi. Linię defensywną, obok Cannavaro, tworzyli początkowo: Fabio Grosso, Gianluca Zambrotta oraz Alessandro Nesta, którego w fazie pucharowej zastąpił Marco Materazzi, późniejszy bohater finału.

Bramki strzegł niezawodny Buffon. Aż trudno w to uwierzyć, ale w czasie całego turnieju podopieczni Marcelo Lippiego stracili zaledwie dwa gole – jednego samobójczego i jednego z rzutu karnego. Ogromnie zasłużył się w tym przede wszystkim niesamowity Cannavaro. Perfekcyjny występ w zwycięskim półfinale z Niemcami (2:0 po dogrywce) uważany jest za najlepszy mecz w jego karierze.

Jeżeli Rio Ferdinand jest wart 120 tysięcy funtów tygodniowo, to Cannavaro jest wart sto milionów dziennie. – Eamon Dunphy komentujący postawę włoskiego obrońcy w czasie mundialu w Niemczech.

W wielkim finale stanęli naprzeciw siebie bezsprzecznie dwaj najlepsi zawodnicy mistrzostw – Cannavaro oraz Zidane. Mimo że mecz lepiej rozpoczęli Francuzi, obejmujący prowadzenie po bramce z rzutu karnego swojego lidera, to noc należała do Włochów.

Dalsze wydarzenia są powszechnie znane: wyrównujący gol Materazziego, dogrywka, czerwona kartka Zizou, a potem seria „jedenastek”. W jednej chwili powróciły do kapitana Italii demony przeszłości – porażka z Francją w rzutach karnych w 1998 roku, a także w finale Euro dwa lata później. Trójkolorowy koszmar.

Myślałem o tamtej porażce, kiedy szykowaliśmy się do rzutów karnych w Berlinie. Ale byłem całkowicie przekonany, że tym razem to my wygramy.

Do pojedynku z Fabienem Barthezem nie doszło w żadnej serii, ale jego koledzy oddali pięć perfekcyjnych strzałów. On stał na środku boiska, z rękami skrzyżowanymi na dumnie wypiętej klatce piersiowej. Był oazą spokoju, wśród kipiących energią i podskakujących z podekscytowania Włochów. Był ich podporą, nie tylko psychiczną, lecz także fizyczną – Andrea Pirlo, który na bramkę Francuzów uderzał jako pierwszy, resztę konkursu spędził z rękoma oplecionymi na jego barkach.

Opanowanie Cannavaro udzieliło się innym zawodnikom, ponieważ każdy strzelał celnie. Noga nie zadrżała nawet Fabio Grosso, autorowi złotego trafienia w ostatniej serii. Po zwycięstwie jednak nawet kapitan eksplodował z radości, a chwilę przed uniesieniem do góry Pucharu Świata, utonął we łzach. Kiedy wrócił później do Neapolu, w rodzinnym mieście witało go sto tysięcy mieszkańców.

To dziwne uczucie. Jesteś niesamowicie szczęśliwy, ale do końca nie wiesz jak się zachowywać. Nie jesteś świadom wielkości tego, czego przed chwilą dokonałeś. Dopiero po obejrzeniu powtórek wideo i czytaniu gazet zdajesz sobie sprawę, co to znaczy. – tak po latach Cannavaro wspominał triumf nad Francuzami.

Fabio prezentował się świetnie przez cały turniej, ale dopiero zwycięski finał nadał mu status legendy. Otrzymał nawet po nim przydomek – Il Muro di Berlino, czyli Mur Berliński. Nic dodać, nic ująć. Włosi, tracąc zaledwie dwie bramki, wyrównali rekord ustanowiony przez Francuzów osiem lat wcześniej. Kapitan Squadra Azzura z występami w kadrze narodowej pożegnał się w 2010 roku, po bardzo nieudanym dla Italii mundialu w Republice Południowej Afryki.

Franz Beckenbauer, Matthias Sammer i Cannavaro. W całej historii futbolu tylko tym trzem obrońcom udało się wygrać Złotą Piłkę. Ostatnie lata pokazuję, że zapewne długo w tej kwestii nic się nie zmieni. Fabio zdobył także nagrodę dla Najlepszego Piłkarza Roku wg FIFA, zanim oba plebiscyty zostały ze sobą połączone. Jego wybór do najlepszych drużyn roku był niepodważalny. 2006 rok to był zdecydowanie udany okres dla Cannavaro.

Kuba Godlewski
Kuba Godlewski
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappego

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappégo. Upadki i wzloty francuskiego futbolu, to książka, która przypasuje nie tylko fanom francuskiej piłki. Oto nasza recenzja

Yoann Gourcuff – dlaczego „nowy Zidane” zaprzepaścił swoją karierę?

Yoann Gourcuff miał w opinii wielu osób potencjał na poziomie Zinedine'a Zidane'a. Dlaczego jednak pomocnik nie osiągnął nawet małej cząstki sukcesów swojego rodaka? Odpowiedź znajdziecie w tym artykule.

Strzał na bramkę — magazyn młodych piłkarzy i piłkarek #4

Strzał na bramkę to wydawnictwo, które ma trafiać do najmłodszych fanów piłki - oto nasza opinia na temat kwartalnika.