Jerzy Dudek – bohater stambulskiej nocy

Najlepszy tancerz wśród piłkarzy, najlepszy piłkarz wśród tancerzy

Choć nie da się ukryć, że największy sukces w karierze Dudka był początkiem końca jego kariery, to nie ulega wątpliwości, że był jednym z najlepszych polskich bramkarzy w historii. Takie sukcesy, jak zwycięstwo w Lidze Mistrzów czy zdobycie nagrody na najlepszego piłkarza ligi (które nieczęsto trafiają w ręce bramkarzy) zasługują na uznanie.

Pojawiają się opinie, że nikt tak jak on nie buduje całej otoczki wokół siebie na bazie jednego sukcesu sprzed lat i był bramkarzem na wskroś przeciętnym. Z pewnością zbyt szybko pożegnał się z poważnym graniem w piłkę – w 2005 r. miał dopiero 32 lata, a właśnie w tym czasie usiadł na ławce, z której nie podniósł się przez sześć kolejnych lat kariery.

Z drugiej strony Jerzy Dudek był jednym z najbardziej szanowanych piłkarzy. Czy jakikolwiek inny bramkarz Realu Madryt otrzymałby owację na stojąco i szpaler od kolegów, mimo że wybiegł na boisko tylko kilkanaście razy w ciągu czterech lat? Z pewnością nie. A myślę, że nawet jeśli gra się regularnie, to na taki szacunek trzeba zapracować przede wszystkim postawą poza boiskiem. Kariera Jerzego Dudka składała się z upadków i wzlotów. Punktem kulminacyjnym tych pierwszych był błąd popełniony w meczu z Manchesterem United, a tych drugich – finał Ligi Mistrzów w Stambule. Wynika z niej przesłanie zamieszczone na końcu jego pierwszej autobiografii, które można odnieść do wielu sytuacji życiowych: jeżeli po pierwszej połowie przegrywasz 0:3, nie wierz w cuda. Zacznij wierzyć w siebie.

PRZEMYSŁAW PŁATKOWSKI