Krzyk mordowanych zagłuszony euforią kibiców – jak w środku brudnej wojny cały świat oglądał brudne mistrzostwa. Argentyna ’78

… i w wersji premium

Videla był szóstym wojskowym w XX wieku, który przejął władzę w Argentynie, którą nękały wtedy potężne problemy ekonomiczne. To, co on i jego ludzie zrobili Argentyńczykom, nie mogło jednak równać się z poprzednimi pięcioma dyktaturami. Videla był ambitny, bez dwóch zdań. Terror wobec swoich politycznych i cywilnych przeciwników wprowadził więc na zupełnie inny poziom. Jest to kolejny dramatyczny rozdział napisany przez ludzkość w niesamowicie brutalnym i obfitym w psychopatycznych przywódców XX wieku. Choć trzeba tu oddać Videli pewną sprawiedliwość – był co najmniej ligę niżej od najsławniejszych zbrodniarzy dwudziestego stulecia. Osiągnięcia w niechlubnej dyscyplinie katowania swoich rodaków miał jednak bynajmniej niemałe. Urodzony w 1925 roku w Mercedes w prowincji Buenos Aires Videla, przy pomocy swoich podwładnych, całkowicie sterroryzował i sparaliżował Argentynę.

Podobnie jak wcześniej, Kongres Narodowy został rozwiązany, a działalność opozycji stłamszona. Rozpoczął się terror wobec ludzi podejrzanych o nieprzychylne nastawienie do nowych władz. Centralnym punktem tych działań były obozy koncentracyjne, w których przeciwnicy reżimu byli „znikani”. Brzmi to nieco pokracznie, stąd cudzysłów, ale idealnie oddaje sens tamtych zdarzeń. Ludzie, czasami rzeczywiście związani z opozycją (głównie lewicową), ale zwykle jednak pokojowi aktywiści, intelektualiści, artyści, studenci czy dziennikarze, trafiali do tych obozów, a następnie znikali.

Czy też właśnie byli „znikani” na zawsze, a ich rodziny nigdy nie dowiedziały się, co stało się z ich bliskimi. Czasami po kilku miesiącach za kratami, czasami po kilku latach, często poddawani torturom, byli następnie mordowani. Sposoby eliminacji bywały najzwyklejsze na świecie, ale bywały też bardzo wyrafinowane. Jeden z najbardziej przerażających przypadków to zniknięcie, a raczej morderstwo, dwóch francuskich zakonnic, które, o ironio, przed 1976 opiekowały się niepełnosprawnym synem Videli. Léonie Duquet i Alice Domon najpierw były torturowane, a następnie zrzucone z samolotu do Río de la Plata. W Río de la Plata kończyły też, również zrzucane z samolotu, noworodki odbierane więźniarkom zaraz po narodzinach. Egzekucje te nazwane zostały lotami śmierci.

Terror nie taki sekretny

La Plata Rugby Club, w którego szeregach dość powszechne były lewicowe poglądy, stracił w tym okresie 18 swoich członków. Innym „sportowym” centrum tortur, bo to chyba najwłaściwsza nazwa dla tych miejsc, był Club Atlético. I nie chodzi tu o byle jaki klub, bo o wielką Bocę. Sama Boca nie miała z nim nic wspólnego – nazwa to rezultat położenia obozu. Do La Bombonery był od niego rzut beretem.

Dziś szacuje się, że w latach 1976-1982 zginęło od 13 do nawet 30 tysięcy, zwykle zupełnie niewinnych, ludzi. Zdecydowana większość z nich pozbawiona życia została w takich centrach, jak te dwa wspomniane wyżej. Żadne z nich nie mogło jednak równać się z ESMA. To tam uwięziono aż 5000 osób. 4850 z nich nie przeżyło gehenny – przesłuchań i tortur, a następnie egzekucji. Część z nich zginęła od strzału w głowę, część w wyniku lotów śmierci.

Matki i babcie zamordowanych w ESMA (źródło: commons.wikimedia.org)

Centra tortur rzekomo miały być sekretne. I w teorii takie były, ale makabryczne jest to, że większość z nich umiejscowiona była w centrach dużych miast. Najciemniej zawsze pod latarnią, nieprawdaż? A jeśli jeszcze mało makabrycznych faktów, to warto uświadomić sobie, że gdy całe Monumental wybuchało rykiem tysięcy kibiców po golach dla Argentyny, doskonale było to wszystko słychać w ESMA. Ten czarny w historii Argentyny okres nazywamy brudną wojną, po hiszpańsku: la guerra sucia. I tak, jak brudne były rządy Videli i jego junty, tak brudne, a może i brudniejsze, były argentyńskie mistrzostwa świata.

Dajcie mi igrzyska, a znajdę Wam władzę, które ją wybielą

Ci, którzy uważają, że sport nie ma nic wspólnego z polityką albo nie wiedzą nic o sporcie albo nie znają się na polityce.

Gerardo Caetano, były urugwajski piłkarz, historryk

Videla nie lubił futbolu i, podobnie jak większość wojskowych (z pewnymi wyjątkami) w jego juncie, nie miał o nim zielonego pojęcia. Uważał, że jest nudnym, przeciętnym sportem. Osobiście doceniał go wyłącznie jako symbol transcendencji. Nie był jednak głupi, toteż doskonale rozumiał, że w Argentynie, i nie tylko, jest to niemal religia. Źródło pasji dla milionów ludzi w jego kraju i na całym świecie. Nie mógł więc przepuścić okazji, żeby wykorzystać MŚ ’78 do swoich politycznych celów. Imprezę określił mianem interesu narodowego.

Władimir Putin z Pucharem Świata (źródło: commons.wikimedia.org)

Sport zawsze był doskonałym narzędziem wybielania nieefektywnych rządów. Jak odwrócić uwagę od kulejącej gospodarki? Zapytajcie o to w RPA (MŚ 2010). Od skandali korupcyjnych? Rady udzielą Wam w Brazylii (MŚ 2014). Od interwencji zbrojnych bez poszanowania prawa międzynarodowego? Kilka tęgich głów znajdziecie w Rosji (MŚ 2018). Problemy ekonomiczne, a do tego dziesiątki tysięcy zamordowanych i coraz większa międzynarodowa krytyka krwawego, wojskowego, autorytarnego reżimu? Generał Videla – ekspert od sportwashingu – jest do państwa usług. Jeśli nie jesteście zaznajomieni z tym pojęciem, to w najkrótszej z możliwych definicji jest to właśnie ocieplanie wizerunku poprzez sport.

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl