Krzyk mordowanych zagłuszony euforią kibiców – jak w środku brudnej wojny cały świat oglądał brudne mistrzostwa. Argentyna ’78

Zwieńczenie planu idealnego

W finale Argentyna pokonała po dogrywce „Oranje” 3:1. Mistrzostwo dały „Albicelestes” dwa trafienia Kempesa i jedno Bertoniego. Aż chce się powiedzieć, że jedno, a może i dwa, dołożył sam Jorge Videla. Po meczu na ulice wyszły tysiące Argentyńczyków. Wśród nich ci przetrzymywani w ESMA. Ich oprawcy, z więźniami z tyłu, ruszyli samochodami pod stadion, żeby pokazać im, że nikt się nimi nie przejmuje. Widok pijanych ze szczęścia rodaków dla większości z nich był ostatnim, co tak naprawdę w życiu zobaczyli. Potworną namiastką wolności.

Żeby dodać odrobinę blasku tej mrocznej historii koniecznie należy wspomnieć, że kilku więźniów, wśród nich filozof i były piłkarz Claudio Tamburrini, wykorzystało to zamieszanie i uciekło z piekła zwanego ESMA. To były jednak zaledwie jednostki. Niektórzy z graczy mistrzowskiej drużyny opowiadali w późniejszych latach, że mimo świadomości sytuacji starali się grać przede wszystkim dla narodu, dla wolności, a nie dla Videli i jego ludzi. Bramkarz „Albicelestes”, Ubaldo Fillol, lata później prosił wręcz o wybaczenie. Piłkarze nie mieli jednak tak naprawdę wyjścia. Odmowa gry, jakikolwiek protest czy ucieczka z kraju oznaczały w najlepszym wypadku więzienie, w najgorszym – pobyt w ESMA i pożegnanie się z życiem.

Upadek

Videla, jak każdy dyktator, nie liczył się z ewentualnymi konsekwencjami swoich działań. Videla miał być wieczny, a triumf Argentyny w MŚ w 1978 roku miał być do tej chwały dużym krokiem. W swojej mowie końcowej w hotelu Plaza w Buenos Aires ponownie zarzekał się, że mistrzostwa były symbolem pokoju. Podziękował ludziom, którzy pozwolili na organizację imprezy, bo dzięki temu świat zobaczył, do czego zdolny jest jego kraj.

Wszystko to na nic. Videla został zdetronizowany w wyniku wewnętrznych porachunków junty w 1981 roku, a 1985 wylądował za kratkami. Sama junta rozpadła się w 1982 po upokarzającej porażce w wojnie o Falklandy z Wielką Brytanią. Demokracja powróciła do kraju w 1983. Krwawy generał spędził w więzieniu zaledwie 5 lat. W 1990 został ułaskawiony przez prezydenta Carlosa Menema, który wypuścił nie tylko wielu członków junty, ale też należących do lewicowych bojówek przeciwników Videli. Kontrowersyjnie. Sam mówił, że to wszystko po to, żeby kraj mógł być odbudowany w pokoju.

Dyktator na krótko wrócił jeszcze do więzienia w 1998, kiedy uznano go winnym porwań dzieci, ale z powodu złego stanu zdrowia po 38 dniach został przeniesiony do aresztu domowego. Kilka razy jego procesy wznawiano w późniejszych latach, czego kulminacją był wyrok w wysokości 50 lat za kratkami. Rok później Videla zmarł w więzieniu. Nie doczekał państwowego, wojskowego pogrzebu. Niewielu po nim płacze, nikt o nim nie zapomni.

Estadio Monumental nie zmienił się prawie w ogóle od 1978. Ciągle stoi dumnie w północnej części miasta. Wciąż gra na nim wielkie River oraz reprezentacja Argentyny w swoich najważniejszych meczach. A ESMA? A ESMA ciągle istnieje, choć pod delikatnie inną nazwą i… 600 km od Buenos Aires. Tam, gdzie zamordowano tysiące Argentyńczyków, 700 metrów od Monumental, jest dziś muzeum. Nosi nazwę Przestrzeni dla Pamięci, Promocji i Obrony Praw Człowieka. Argentyna od tamtej pory kilkukrotnie bankrutowała i nie zawsze była wzorem demokracji, ale nigdy nie wróciła już na morderczą ścieżkę wydeptaną przez Videlę.

Muzeum ESMA (źródło: commons.wikimedia.org)

Co innego FIFA. Tak jak w XX wieku prawa do organizacji MŚ przyznawane autorytarnym reżimom można było jeszcze uznawać za wypadek przy pracy (oprócz Argentyny ’78 mieliśmy jeszcze np. Włochy Mussoliniego w 1938), tak w XXI wieku zaczyna to wyglądać na standard. Za niecałe dwa lata mundial w Katarze. Od lat docierają do nas informacje o fatalnych warunkach, w jakich pracują przy budowie stadionów i infrastruktury tamtejsi robotnicy przyjezdni. Kilka dni temu podano szacunkową liczbę ludzi, którzy przy tym projekcie stracili życie – 6500, co daje 12 osób tygodniowo.

Prawie wszystkie z nich to osoby z 5 krajów: Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu i Sri Lanki, a w liczbie tej nie zawierają się ofiary z Filipin czy Kenii. Zdecydowana większość z nich była tam wyłącznie dlatego, że Katarowi organizację mistrzostw w ogóle przyznano (wszyscy pamiętamy w jakich okolicznościach). I choć sposób, w jaki stracili życie różni się jednak dość znacząco od tego (w Katarze to głównie zaniedbania BHP i łamanie praw pracowniczych), co widzieliśmy w Argentynie ponad 4 dekady temu, cel igrzysk jest ten sam – wybielić, za pomocą największej piłkarskiej imprezy świata, bezwzględnych zamordystów.

MIŁOSZ WOJTALA

Źródła
  • History.com
  • Goal.com
  • The Guardian
  • Papelitos
  • NY Times en español
  • Panenka.org
  • Infobae.com
  • FIFA TV
  • Channel 4