Krzyk mordowanych zagłuszony euforią kibiców – jak w środku brudnej wojny cały świat oglądał brudne mistrzostwa. Argentyna ’78

Estadio Monumental – jeden z kilku symboli argentyńskiego futbolu. Położony przy Avenida Presidente Figueroa Alcorta stadion, na którym dziś swoje mecze rozgrywa River Plate, góruje nad dzielnicą Núñez w Buenos Aires. W 1978 to właśnie tam „Albicelestes” pokonali Holendrów 3:1 w finale mistrzostw świata i po raz pierwszy sięgnęli po najważniejsze w piłce trofeum. Do Monumental jego nazwa pasuje idealnie – jest olbrzymi i, choć nadgryziony zębem czasu, wciąż na swój sposób piękny. Kilka ulic od tej futbolowej ikony znajduje się ESMA – Escuela Superior de Mecánica de la Armada – wyższa szkoła dla mechaników marynarki wojennej. Budowla równie ikoniczna, choć powód jej sławy jest zgoła inny. ESMA stała się bowiem symbolem krwawej wojskowej dyktatury. Kiedy Daniel Passarella wznosił puchar za triumf nad całym piłkarskim światem na Monumental, ESMA była gospodarzem trochę innych igrzysk. To tam podczas wojskowego terroru „zniknięto” kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Jak zwykle przy okazji takich opowieści konieczne jest nakreślenie tła historyczno-politycznego. Choć mówienie tu o tle chyba nie do końca oddaje sedno sprawy. Junta rządząca Argentyną w trakcie mundialu ’78 odegrała bowiem tak potężną rolę, że być może to piłkarskie zmagania należałoby nazwać drugoplanowymi. Bez Mario Kempesa Argentyna nie sięgnęłaby po złoto. Niewykluczone, że nie zrobiłaby tego też bez drugiego absolutnie kluczowego zawodnika.

Mowa tu o Jorge Videli, człowieku od czarnej, bardzo czarnej, roboty. Jeżeli nie kojarzycie ów jegomościa z boiska, nie szukajcie składów z tamtych czasów. Videla nie był piłkarzem. Był ówczesnym dyktatorem Argentyny, niezwykle zaangażowanym w to, co działo się na argentyńskich boiskach. Czy raczej poza nimi, bo jego praca była zdecydowanie zakulisowa. Do dziś nie do końca wiemy, jak wielki wpływ miał na ostateczne rozstrzygnięcia podczas tamtych mistrzostw. Jest to jednak dylemat z serii: duży czy bardzo duży?

Estadio Monumental (źródło: commons.wikimedia.org)

Dyktatura w wersji beta…

Argentyna już w latach 60-tych ogarnięta była chaosem. Videla nie był pierwszym dyktatorem, który zdobył tam władzę, choć demokracja starała się regularnie kontratakować. Decyzja o przyznaniu Argentynie organizacji Mistrzostw Świata zapadła w lipcu 1966, chwilę przed tym, jak Anglia na własnym terenie została najlepszą drużyną globu. Tydzień przed tą niezwykle ważną decyzją w Argentynie doszło do, a jakże, wojskowego zamachu stanu. Demokratycznie wybrany prezydent Arturo Umberto Illia, który w 1963 stanął na czele kraju, został obalony przez Juana Carlosa Onganíę. Wojskowy reżim zainstalował się wygodnie w Buenos Aires i Argentyńczycy mogli zapoznać się z wersją beta tego, co miało ich czekać 10 lat później.

Junta Onganíi rozwiązała Kongres, tradycyjnie trzymała krótko uniwersytety, które, też tradycyjnie, były centrum ruchu oporu wobec dyktatury. Całą rzeszę partii politycznych uznano za nielegalne. Wszechobecna była cenzura prasy i literatury, a wielu ludzi, z którymi nie po drodze miał reżim, trafiło do więzienia. Onganía musiał ustąpić ze stanowiska prezydenta w 1970 w wyniku… tak, zgadliście – wojskowego zamachu stanu. 3 lata później demokracja znowu zawitała do kraju – Juan Perón, który wrócił do ojczyzny po 20 latach wygnania – zdobył prezydenturę w wolnych wyborach.

Juan Perón (źródło: commons.wikimedia.org)

Perón rządził tylko rok – zmarł w 1974, a władzę, zgodnie z konstytucją, przekazano jego żonie. Trzeciej żonie, żeby była jasność, czyli Isabel, która była jego wiceprezydentem. Stabilizacji jak nie było wcześniej, tak brakło jej i tym razem. W 1976, zaledwie dwa lata przed mundialem, doszło do – nietrudno się domyślić – kolejnego wojskowego zamachu stanu. Junta, na czele której stanął generał Jorge Rafael Videla Redondo, obaliła Isabel Perón i, jak miało się później okazać, była jedną z największych katastrof, jakie spotkały naród argentyński w całej jego historii. A w środku tej katastrofy, jak na ironię, Argentynę spotkała jedna z największych wiktorii w jej dziejach. Zanim dojdziemy do tego triumfu, poznajmy się nieco z naszym dzisiejszym (anty)bohaterem.

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Redakcja.