Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Czas czytania: 31 m.

Nadzieja umiera ostatnia

Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Mimo gry w osłabieniu Górnik potrafił coraz groźniej atakować, a po przerwie ich przewaga rosła z minuty na minutę. Każdy kontakt z piłką przyzwyczajonego do troskliwej opieki rywali Lubańskiego powodował, że w szyki obronne Manchesteru wkradała się nerwowość. Mimo młodego wieku Włodek miał już spore doświadczenie i doskonale wiedział, jak uśpić czujność obrońcy i kiedy najlepiej uwolnić się spod jego opieki. W 72. minucie napastnik wlał trochę nadziei w serca zarówno kibiców, jak i swoich kolegów. Po podaniu Oślizły znalazł się w dogodnej okazji i ostro strzelił z lewej strony. Chwilę później piłka zatrzepotała w siatce. Stepney nawet nie drgnął, a publiczność uwierzyła, że jeszcze nie wszystko stracone.

Uważam ją za jedną z najładniejszych, które miałem okazję strzelić. Pamiętam, że grało się ciężko, na murawie w niektórych miejscach był lód. Ale okazało się, że to i tak był jeden z najlepszych meczów Górnika w pucharach. O tym spotkaniu nie mówi się dziś zbyt wiele. Niesłusznie. Potem okazało się przecież, że byliśmy jedyną drużyną, która wygrała w tamtej pucharowej edycji z Manchesterem United – mówił o golu i tamtym meczu Lubański.

Zdobyta bramka dodała zabrzanom skrzydeł. Dostrzegli swoją wielką szansę i ze zdwojoną siłą ruszyli do kolejnych ataków. Goście, którzy imponowali dotąd spokojem i swobodą przy wyprowadzaniu piłki, zaczęli grać coraz bardziej nerwowo. Lubański wspominał, że po straconej bramce w oczach rywali dostrzegł strach. Czasu na wyrównanie rywalizacji było jednak coraz mniej. Oblodzone boisko też nie sprzyjało szybkiemu konstruowaniu akcji. W końcówce doświadczenie i boiskowe wyrachowanie angielskiej ekipy pozwoliły przetrwać jej napór Górnika i utrzymać korzystny rezultat do końca. Kiedy Concetto Lo Bello zagwizdał po raz ostatni, wszystkim miłośnikom United spadł kamień z serca.

Słynny Matt Busby, siedząc na ławeczce za bramką wraz z rezerwowymi zawodnikami, wypalił podobno 12 cygar, tak był zdenerwowany rozwojem sytuacji na boisku. Nie mogło mu się chyba pomieścić w głowie, że jego chłopcy zostaną zepchnięci do rozpaczliwej defensywy – zauważał Włodzimierz Lubański.

W zespole zabrzan najwyżej oceniano Stanisława Oślizłę, którego dzielnie wspierał Stefan Florenski. Dobre zawody rozegrali również Alojzy Deja i Alfred Olek, którzy w drugiej linii wykonywali mrówczą pracę. Na skrzydle kilka razy bardzo udanie zaprezentował się Roman Lentner. W ataku mimo stałej asysty rywali najlepszy był Lubański, o którym Busby powiedział, że to piłkarz, który umie wszystko. Hubert Kostka, bohater pierwszego starcia, w trakcie chorzowskiego pojedynku nie miał tym razem zbyt wiele do roboty.

Swoją postawą w całym dwumeczu obie drużyny zyskały swój wzajemny szacunek, czemu dawano wyraz w pomeczowych wypowiedziach. Na konferencji trener Manchesteru mówił o zabrskim zespole z wielkim uznaniem.

Jestem szczęśliwy, że udało nam się zakwalifikować do półfinału Pucharu Europy. Przegraliśmy dzisiaj po zaciętej walce z jedną z najlepszych drużyn europejskich, ale wyeliminowaliśmy ją i to uważam za nasz wielki sukces. Naszym zadaniem było utrzymanie w szachu „górników” i niedopuszczenie do utraty choćby jednej bramki. Górnik grał o wiele lepiej niż w Manchesterze. To naprawdę świetna drużyna. Do samego końca drżałem o wynik – oceniał już po wszystkim Busby.

Po latach Erwin Wilczek mówił, że była realna szansa na odrobienie strat. Niestety odniesiona przez niego kontuzja pachwiny zmusiła zespół do zrewidowania meczowego planu. To w tym piłkarz dopatruje się przyczyn porażki. Powodów przegranej można jednak znaleźć co najmniej kilka. Brak odpowiedniego rytmu meczowego, pozostawiająca wiele do życzenia marcowa aura, wspomniany uraz Wilczka, czy choćby brak doświadczenia na tym poziomie rozgrywek to tylko niektóre z nich. Pożegnanie z pucharami w takim stylu, z tak uznanym rywalem, ujmy jednak nie przynosi.

Kiedy graliśmy z Anglikami, pomyślałem, że spotkały się dwie naprawdę klasowe drużyny. To się już nigdy nie powtórzy. Tamten mecz na śniegu wrył mi się w pamięć. Nie strzelili nam gola, więc jako obrońca mogłem być dumny – wspominał Stefan Florenski.

Bobby Charlton, który w zgodnej opinii specjalistów był w tym spotkaniu klasą samą w sobie, zwracał uwagę na wielką wolę walki i nieustępliwość zabrzan.

Nie każdy zespół stać na to, żeby grając praktycznie w dziesiątkę, atakować z taką pasją przez cały mecz – zauważał na gorąco po meczu kapitan zespołu gości.

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Sparta Praga – historia klubu

W tym artykule przedstawiamy historie Sparty Praga — najlepszego klubu w historii Czech i Czechosłowacji.

Lech Poznań vs F91 Dudelange

18 sierpnia 2022 roku Lech Poznań zmierzył się w pierwszym meczu ostatniej rundy eliminacji do Ligi Konferencji Europy z Luksemburskim F91 Dudelange. Lech Poznań...

Rene Higuita – El Loco, czyli szaleniec

Rene Higuita to bramkarz kultowy, całkowicie inny niż wszyscy. Kiwał napastników i pokazał światu swojego skorpiona. Był i nadal jest po prostu szaleńcem.