Trzech Henryków Sz. z ŁKS-u

Powrót do Łodzi

Drużyna z Opola zakończyła sezon 1954 na ósmym miejscu (na 11 drużyn), a Szymborski postanowił wrócić do Łodzi. W ŁKS-ie przyjęto go za otwartymi ramionami, a on odwdzięczył się 10 golami w 19 meczach. W pierwszym meczu w nowych-starych barwach gola jeszcze nie zdobył, ale już w trzeciej kolejce sezonu 1955 pokonał bramkarza Gwardii Warszawa. ŁKS wygrał 3:2. Zwycięstwem łodzian w takim samym stosunku zakończyło się spotkanie wyjazdowe z inną warszawską drużyną – Legią. Szymborski zdobył w meczu ze swoim byłym klubem dwie bramki. Najpierw w 10. minucie wykorzystał błąd Mahseliego, a 62. minucie strzałem głową ponownie pokonał Edwarda Szymkowiaka. 

O krok od tytułu

Jeszcze 2 października po zwycięstwie z Kolejarzem (Szymborski strzelił w tym meczu gola z rzutu wolnego) ŁKS był liderem tabeli. Do rozegrania pozostało tylko pięć meczów. ŁKS przegrał wszystkie pięć, w tym jeden walkowerem (wtargnięcie kibiców na boisko po prowokacji Kazimierza Trampisza z Polonii Bytom). W ostatnim meczu sezonu poległ z Legią 1:5 – Szymborski zdobył w tym meczu honorową bramkę.

Kolejny sezon, 1956 był całkiem udany dla Szymborskiego (osiem goli w lidze i powrót do reprezentacji) i całego ŁKS-u (porzucono obowiązującą w okresie stalinowskim nazwę Włókniarz), ale najlepsze miało dopiero nadejść. Sukcesy łodzian w latach 1957-1958 były już tu opisane, ale warto poświęcić więcej miejsca roli samego Szymborskiego. W słynnym wygranym 5:1 meczu w Zabrzu Szymborski akurat nie wystąpił. Strzelanie zaczął w piątej kolejce sezonu 1957 – w meczu z Ruchem Chorzów zdobył gola, ustalając wynik meczu na 3:1. W lipcu cieszył się z wygranej w Pucharze Polski, we wrześniu zagrał w meczu reprezentacji z Bułgarią i opisywanym już tu meczu FC Barcelony z Reprezentacją Warszawy, ale szczyt formy osiągnął pod koniec roku.

Od prawej: Henryk Szczepański, Henryk Szymborski, Jerzy Wieteski. Po latach na stadionie ŁKS-u.
Źródło: Dziennik Łódzki